menu

Smak kaszubskiej wsi

Nowocześnie, smacznie i ekologicznie – tak wygląda Kaszubska wieś, którą z całego serca pokochałem.

 

Dobry chleb poznać można po tym, że fantastycznie smakuje z dodatkami, a jeszcze lepiej bez nich. Ten fenomenalny smak, chrupiącą skórkę i rumiany wygląd zachowuje nawet po tygodniu od upieczenia. Taki chleb znalazłem niedawno na Kaszubach, u ludzi, którzy pokazali mi jak smakuje polska wieś. Zanim jednak opowiem wam o wszystkich fantastycznych wyrobach państwa XXX musimy cofnąć się do początku tej historii.

wies-2

 

 


Zima zaskoczyła drogowców, Ksawery rybaków

 

Dziewiątego grudnia dostałem zaproszenie na Kaszubski festiwal pomuchla (czyt. dorsza) w Łebie. Planowałem także, korzystając z pobytu nad morzem przygotować dla was krótką relacje z połowu tej ryby. Plany pokrzyżował nam orkan Ksawery, który skutecznie zatrzymał wszelki ruch na wszystkich większych drogach. Trasę z Warszawy do położonego niespełna 150 kilometrów dalej Kutna pokonywaliśmy ponad pięć godzin, oglądając zaskoczonych zimą kierowców, stojących w gigantycznych korkach. Gdy, po prawie 24 godzinach podróży (z krótką przerwą na nocleg) udało nam się wreszcie dotrzeć do Łeby, nie było w niej ani jednego śmiałka, który odważyłby się wypłynąć w morze w obecności Ksawerego.

Warto dodać, że było to moje drugie w życiu podejście do połowu dorsza. Pierwsze, w niewiele lepszych warunkach pogodowych zakończyło się zanim na dobre zarzuciliśmy sieci choć przynajmniej udało nam się wypłynąć w morze i zaznać wątpliwych uroków choroby morskiej. W tym roku morze oglądać musieliśmy z bezpiecznej odległości plaży, a dorsza znaleĹşć na lądzie.

wies-3
 

Smak kaszub w niedziele wieczór
 

Weekend minął dość szybko, a ja po bardzo udanym gotowaniu na Festiwalu pomuchla, czułem pewien niedosyt. Ci którzy czytają moje artykuły regularnie, doskonale wiedzą, jak bardzo lubię odkrywać smaki lokalnej kuchni. Niestety, za oknem szybko robiło się ciemno, a ja miałem jedynie listę miejsc, które chciałbym odwiedzić bez żadnych konkretnych namiarów – telefonów czy e-maili. Z pomocą przyszli znajomi z Kaszubskiej Kozy, którzy podsunęli numer telefonu do gospodarstwa Od Kaszuba. Z pewnym niepokojem wykręciłem numer, obawiając się, że moją propozycję przyjazdu Marcin i Basia powitają równie radośnie jak orkan Ksawery. Szczególnie, że niedziela po dwudziestej to nienajlepszy moment na telefon. Na szczęście, na moją ofertę przyjazdu gospodarze zareagowali spory entuzjazmem. Umówiliśmy się, więc na poniedziałek.

 
 
Mąż jest moim robotem

 

Po przybyciu do gospodarstwa poznałem oprócz gospodarzy, także dwójkę ich dzieci, oraz rodziców Basi. Wszyscy – no, może z wyjątkiem dzieci – mają tu niemało obowiązków – tak w polu jak przy żywym inwentarzu – krowach, świniach, kurach i kozach. Mimo ogromu pracy w gospodarstwie nie znajdziemy w nim żadnych zaawansowanych maszyn, ułatwiających życie. Oprócz zwierzyny ,upraw rolnych i rodziny oczywiście J głównym zajęciem Basi jest pieczenie rewelacyjnego wręcz chleba. Zdumiony, zapytałem więc Basię, czy mają chociaż jakiś robot do wyrabiania ciasta– Mąż jest moim robotem – żartem odpowiedziała właścicielka. Choć trzeba, przyznać, że także ona, nawet mimo zaawansowanej ciąży, nie ma wiele czasu na odpoczynek.

 


Kaszubski dopalacz

 

Już na wstępie ojciec Basi, kaszubskim zwyczajem, poczęstował mnie tabaką. Muszę przyznać, że działa ona lepiej niż filiżanka mocnej kawy. Dopiero wtedy zrozumiałem, skąd Kaszubi czerpią swój zapał do pracy i niespożytą życiową energię.

 

Rolnicy z powołania
 

Małżeństwo Michalaków stanowi rzadki przykład osób, które nigdy wsi nie opuściły. Wielu z bohaterów moich artykułów wyemigrowało na wieś z miasta, by zająć się ekologicznym rolnictwem. Basia i Marcin, zamiast uciekać do miasta czy zagranicę postanowili sadzić warzywa i owoce na swojej ojcowiĹşnie. Był tylko jeden problem. Według klasyfikacji gruntów ornych, gleba w gospodarstwie od Kaszuba posiada jedną z najniższych klas jakości. Gdy sąsiedzi Basi i Marcina usłyszeli, że ci mają zamiar na tak nieurodzajnej glebie sadzić marchew, pukali się w czoło z niedowierzaniem. Zmienili nieco zdanie, gdy zobaczyli rezultaty pierwszych zbiorów, choć finalnie przekonała ich jedna, mistrzowska marchewka. Mierzące ponad metr warzywo z ich gospodarstwa pobiło rekord Polski. Źaden sukces – powiedziecie – na pewno, mocno nawozili ziemię chemikaliami. Nic bardziej mylnego. Jedynym nawozem stosowanym w gospodarstwie jest€Ś obornik.

 

Warzywa z RWSu

 

Marchew gigant czy gigantyczne zbiory na nic by się zdały, gdyby warzywa zalegały na polu czekając na klienta. Dlatego Michalakowie wybrali popularny dziś model sprzedaży w ramach Rolnictwa Wspieranego Społecznie. O systemie tym pisałem nieco przy okazji gospodarstwa Mleczna droga. RWS oparte jest na sprzedaży świeżych produktów niewielkiej grupie odbiorców, która zamawia z odpowiednim wyprzedzeniem konkretne produkty. W ten sposób rolnicy mogą zaplanować odpowiednio wcześniej zarówno sadzenie jak i zbiory. W sezonowej ofercie Od Kaszuba pojawiają się jaja, ziemniaki, jabłka, marchew, kiszona kapusta, seler, a także coraz rzadziej już spotykana w Polsce, Brukiew. Zamówione zakupy, można odebrać na miejscu U Kaszuba albo w Gdańsku, gdzie co tydzień wybierają się Basia z Marcinem.

    wies-4       
 

Miejscowa specjalność

 

Zapomniana nieco w polskiej kuchni brukiew do dziś hodowana jest często właśnie na Kaszubach. Tą przypominającą wyglądem rzepę lub ziemniaka roślinę, kaszubi używają do przygotowywania tradycyjnej zupy na bazie mięsa z kaczki. Brukiew doskonale sprawdza się także jako dodatek do sałatek lub podstawa surówki.

 

Chleb niepowszedni

 

Flagowym produktem gospodarstwa nie jest jednak ani kiszona kapusta, ani brukiew ani nawet jaja z wolnego wybiegu, a chleb, który Marcin i Basia pieką samodzielnie w tradycyjnym opalanym drewnem piecu. Piec zbudował od podstaw znajomy fachowiec, również Kaszub. Budowa trwała długo, a miejscowy budowniczy z niezwykłą starannością, własnymi metodami odtworzył całą konstrukcję. Trzeba przyznać, że efekt jest oszałamiający. W piecu tym Michalakowie wypiekają co tydzień 120 bochnów chleba. W ofercie mają dwa jego rodzaje – żytni razowy i żytni. Oba z dodatkiem koziego mleka, na własnej mące i domowym zakwasie. Gospodarze poczęstowali mnie tygodniowym chlebem – był nadal puszysty, świeży i przede wszystkim przepyszny. Kilka kromek przybraliśmy wędzonym na miejscu pstrągiem – miękkim, rozpływającym się w ustach. Ryba, choć wędzona, smakowała jak wyjęta wprost z solanki i doskonale pasowała do doskonałego razowca.

 


Sekret mistrzowskiego wypieku

 

Każdy kolejny zakwas – jak mówią Basia i Marcin – jest „dokarmiany” odrobiną z poprzednio wyrabianego ciasta. Następnie, uformowane bochenki trafiają do odpowiednio nagrzanego pieca. Ważne jest, by piekły się w odpowiedniej temperaturze. Drewno w piecu nie może palić się żywym ogniem, ale piec nie może być także zbyt zimny.

 

Ekologia tuż za miedzą
 

Gospodarstwo Od Kaszuba to doskonały przykład tego, że polska wieś może być nowoczesna, a zarazem tradycyjna i ekologiczna. Basia i Marcin dają pozytywny przykład wszystkim tym, którzy sądzą, że ekologia to drogie i nieopłacalne zajęcie dla grupki ekscentrycznych pasjonatów. Okazuje się, że nawet najbardziej codzienne produkty – jajka, chleb, włoszczyznę – po które większość z nas najchętniej udaje się do hipermarketu – można kupić łatwo, tanio i szybko, niemal tuż za miedzą. Bez nawozów i chemicznych polepszaczy.

Ale to Michalakowie zauroczyli mnie nie tylko swoimi wyrobami. Oboje zarażają optymizmem i życzliwością. Ich pozytywne podejście do życia urzeka i stanowi – moim zdaniem – co najmniej połowę sukcesu całego przedsięwzięcia. Droga połowa to oczywiście ciężka, codzienna praca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję