menu

Mleczna droga na skraju Edenu

Co małżeństwo z dwójką dzieci, 11 krowami rasy jersey oraz stadkiem kóz robi na przedpolach raju? Postanowiłem się tego dowiedzieć odwiedzając gospodarstwo agroturystyczne Mleczna droga.

 

Gospodarstwo pośrodku niczego

 

Do Mlecznej drogi nie sposób trafić bez odpowiednich wskazówek, nawet jeśli punktem nawigacyjnym uczynimy nieodległą Wąwolnice. Samo gospodarstwo nie leży jednak w Wąwolnicy, a tuż obok niej, na Pagórkach Celejowskich, na skraju malowniczego Kazimierskiego Parku Krajobrazowego. Do celu nie prowadzi żaden drogowskaz. Jak tłumaczy Ania, właścicielka Mlecznej drogi, jest to zabieg celowy. Reklama sprawiłaby jedynie, że popyt na jogurty i sery przewyższyłby podaż.

 

Zanim udało nam się trafić do Mlecznej drogi zwiedziliśmy większość okolicznych miejscowości – malownicze Mareczki, kolorowe Karmanowice, barwne Buchałowice. Oczywiście, byliśmy wyposażeni w szczegółowe instrukcje dojazdu, GPS oraz Internet, ale czy prawdziwy podróżnik może korzystać z takich ułatwień?

 

Wsi spokojna, wsi wesoła?

 

Znacie tą historię? Małżeństwo, które pod nawałem korporacyjnej pracy, zgiełku miejskiego życia i obowiązków po prostu wysiada. Decyduje się spakować walizki i wyjeżdża na wieś, by resztę życia w zgodzie z naturą leżeć brzuchem do góry? – Cóż, to nie jest jedna z tych historii. Ania Łuczywek i Rafał Duszyński wiedli stosunkowo ustabilizowane życie pracując i mieszkając w stolicy. On pracował w kancelarii, ona jako manager restauracji. Nie gonili w wyścigu szczurów i nie tęsknili do życia na wsi, jako spełnionej utopii. W którymś momencie postanowi jednak coś zmienić. Skoro można żyć lepiej, w zgodzie ze sobą, robiąc to co się lubi, to dlaczego nie spróbować? Kierując się takim mottem porzucili Warszawę na rzecz gospodarstwa agroturystycznego.

mleczna-droga-2

 

 

W poszukiwaniu inspiracji

Oczywiście, same dobre chęci to za mało, by zostać serowarem. Najpierw, bowiem Ania i Rafał musieli zdobyć niezbędne doświadczenie i umiejętności. Inspiracją do zajęcia się serowarstwem był wakacyjny wyjazd do Grasse, francuskiej miejscowości leżącej na szlaku między Niceą a Saint-Tropez. Tam zetknęli się z biodynamicznym gospodarstwem rolnym funkcjonującym w ramach systemu Community Supported Agriculture – rolnictwa wspieranego społecznie (RWS). W tym systemie rolnicy ekologiczni sprzedają swoje produkty stałej grupie odbiorców we własnej społeczności. Idea bazuje na osobistych więziach między wytwórcą a odbiorcą i na wysokiej jakości produktów.

 

 

 

Jak działa RWS?
Klienci chcący uczestniczyć w takim przedsięwzięciu nabywają z góry pewną część zbiorów z wybranego gospodarstwa, przeważnie ekologicznego. Gospodarstwo to, co tydzień dostarcza klientom koszyk świeżych produktów, które skład i cena zależy od ustaleń między stronami. Umowa zawierana jest na cały sezon, co pozwala mniej wydajnym gospodarstwom oferować produkty w dobrych cenach.

 

Serowarzy od Cheddara

 

Zainspirowani francuskim przykładem, Ania i Rafał ruszyli w świat by nabrać niezbędnego doświadczenia. W końcu padło na Anglię, gdzie przez rok poznawali cienie i blaski rolnictwa ekologicznego pracując na farmie i ucząc się serowarstwa. A trening już na początku okazał się niełatwy. Główny serowar wyjechał z mleczarni po miesiącu. Ania i jej mąż przejęli 1000 litrową kadź niepasteryzowanego mleka i rozpoczęli produkcję pod okiem angielskich rolników – tam zostaliśmy serowarami od Cheddara – wspomina Ania.

 

Chaszcze, śmieci i leszczyna

 

Po powrocie do Polski podjęli decyzję o kupnie własnego gospodarstwa. To idylliczne gospodarstwo, w momencie zakupu przypominało raczej pobojowisko. Niewykończone domy, wysypisko śmieci, a środku posesji, chaszcze i wszechobecna leszczyna nie zachęcały do tego, by się tam osiedlić. Dom wymagał remontu. Ania i Rafał musieli także zainwestować w niewielką profesjonalną mleczarnię. W sumie wykończenie mleczarni, zdobycie niezbędnych zaświadczeń do prowadzenia biznesu zajęło trzy lata. W tak urządzonym gospodarstwie Ania i Rafał za cel postawili sobie produkcję naturalnych serów i jogurtów.

 

Jakość, nie ilość

 

Na jeden kilogram sera potrzeba około 12 litrów mleka. Mleczna droga ma w swojej ofercie sery kozie i krowie. W sumie w gospodarstwie swobodnie pasie się jedenaście krów i niewielkie stado kóz. Dziewięć żyjących tu krasul daje 60 litrów mleka dziennie. Jak tłumaczy Ania, to niewiele. Ogromne przemysłowe „fabryki mleka”, w których krowy trzymane są przez całe życie w zamknięciu mają znacznie większą wydajność. Ale właściciele mlecznej drogi nie mają takich aspiracji. Dziś, przy tak ekstensywnej produkcji udaje utrzymać im się wysoką jakość mleka i wyśmienity smak serów – Cheddarów, słonych kozich i świeżych serów podpuszczkowych.

mleczna-droga-3

 

 

Przyjacielskie „dżersejki”

 

Wszystkie krowy w Mlecznej drodze to rasa Jersey – dające sporo mleka, dość towarzyskie zwierzęta. Mnie, typowemu mieszczuchowi, zapoznanie się z nimi przyszło z pewnym trudem. Podchodząc do krowy człowiek z miasta może mieć sporo obaw – krowa może i towarzyska, ale co jak kopnie, ugryzie poliże, ubiczuje ogonem, lub co gorsza pomyśli, że jestem nowym gospodarzem i zażąda wydojenia? – Zanim zdążyłem się zbliżyć do pierwszej krasuli musiałem ponadto pokonać pole minowe naturalnego krowiego nawozu. Udało mi się nie wdepnąć, niestety reszta ekipy miała mniej szczęścia.

 

Cielak jako miernik etyczności

 

Szybko ustaliłem bezpieczny dystans między mną a krasulami – odległość wyprostowanej ręki. Pogłaskanie jakiejkolwiek krowy sztywną jak pal Azji, prostą w łokciu ręką nie należy do łatwych, więc robiłem co mogłem, by opanować swój lęk i podejść bliżej. Zaatakowałem swoją czułością cielaka . Ania jednak szybko poinstruowała mnie – do cielaczka nie podejdziesz, chyba, że wyczuje w tobie dobrego człowieka. – No to Mogiła – pomyślałem i wróciłem do trącania krasuli zesztywniałą ręką (trudno to bowiem nazwać głaskaniem). W końcu jeden z cielaków się przełamał – widać, koniec końców, że najgorszy ze mnie człowiek. Muszę dodać, że finalnie także ja pozbyłem się swoich lęków i przekonałem, iż nie taka krowa straszną jak ją (w mieście) malują.

 

Skąd się bierze ser?

Świeże mleko trzeba przecedzić, spasteryzować, schłodzić, następnie dodać kulturę bakterii i podpuszczkę. O smaku przyszłego sera w dużej mierze decyduje właśnie dobór odpowiedniej kultury bakteryjnej. Aby mleko mogło się zsiąść potrzebna jest jednak podpuszczka – enzym, naturalnie występujący w cielęcych żołądkach, dostępny także w formie syntetycznej. Taka syntetyczna podpuszczka jest nie tylko wegetariańska, ale też koszerna.

 

Sianokosy w raju

 

W wyobrażeniu przeciętnego mieszczucha nie ma nic piękniejszego, niż życie na wsi – z dala od zgiełku miasta i ciężkiej pracy. Wystarczy mieć kawałek ziemi a ziemniaki będą sadzić się same, jabłka same spadać z jabłonek. Krowy będą doglądać niosek, nioski będą doić krowy. Słowem, będzie można przyjść na gotowe, o ile będzie wam się chciało wstać spod wierzby, pod którą aktualnie będziecie pisać fraszki.
Niestety, Ania szybko wyprowadziła mnie z błędu, opowiadając o ilości pracy jaką codziennie musi wykonać w mleczarni i na siedmiohektarowym gospodarstwie. Przy wyrobie sera Ani i Rafałowi pomaga od niedawna Asia, Tadek i Wojtek, z resztą prac właściciele muszą poradzić sobie sami – skosić trawę, zboże, przygotować siano, zebrać owoce, czarny bez, nakarmić zwierzęta. Wbrew pozorom na pisanie trenów nie zostaje wiele czasu. A gotowe produkty trzeba przecież jeszcze sprzedać – zawożąc je między innymi do Warszawy. Co więcej, na tym nie kończy się spektrum działalności Mlecznej drogi.

 

Jurta ze śniadaniem

 

Za zabudowaniami gospodarstwa ni stąd ni zowąd wyrastają malownicze€Ś mongolskie jurty. Mówiąc jurty nie mam na myśli pstrokatych jarmarcznych bud z wizerunkiem Genghis Khana „made in china”. Wszystkie części do ich budowy są oryginalne i przywędrowały wprost z Mongolii. Drewniane ściany pokrywa trzy warstwy materiału zabezpieczając wnętrze przed deszczem. Wszystko to sprawia, że w jurtach można mieszkać nie tylko latem. Zresztą, można się o tym bez problemu przekonać, bo Ania i Rafał wynajmują jurty turystom, oferując nocleg w pakiecie ze śniadaniem.

mleczna-droga-4

 

 

Uczciwie i dobrze żyć

 

Na koniec naszej wizyty pytam Anię o plany na przyszłość. Odpowiada z rozbrajającą szczerością: – Chcemy robić dobre sery. Uczciwie i dobrze żyć – i po chwili dodaje: – Doświadczenie nauczyło mnie, że jeśli poświęcisz 5 lat na coś i robisz to konsekwentnie, możesz zmieniać życie tak jak chcesz. 10 lat temu, gdyby ktoś mi powiedział, że będę miała stado krów i będę robić cheddary, powiedziałabym mu, że jest szalony, a dziś€Ś – rozglądając się dookoła, patrząc na morze zieleni, gwar zwierząt i zadowolenie na twarzy Ani zaczynam chyba rozumieć tę filozofiꀦ

 

Więcej na temat przepysznych serów i jogurtów z Mlecznej drogi znajdziecie na facebookowym profilu gospodarstwa:

 

https://www.facebook.com/pages/Mleczna-Droga-Manufaktura-Ser%C3%B3w/126108090898043

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję