menu

Sylwestrowa podróż dookoła smaków

 
fot. Inga Łańcuchowska
 
 
W zeszłym roku 31 grudnia, według Majów, miał nastąpić koniec świata! Z tego powodu ja i moi znajomi urządziliśmy niezapomnianego sylwestra. Zabawa była przednia, ponieważ nowy rok świętowaliśmy kilkanaście razy. Jak to zrobiliśmy i dlaczego, warto taką imprezę przeżyć. Oto przepis na niezapomnianego sylwestra.
 

Sto jeden wymówek do otwarcia butelki
 

Jedni przebierają się za zakonnice i kurtyzany, inni za policjantów i złodziei, a jeszcze inni organizują wymyślne gry towarzyskie. Wszystko po to, by znaleźć dostatecznie dobry pretekst do pijaństwa albo by nie umrzeć z nudów w oczekiwaniu na wybicie północy. Sylwester w domu nie musi oznaczać biesiady z programem pierwszym TVP i Marylą Rodowicz na każdym kanale.

Ja i moi goście postanowiliśmy odwiedzić różne strefy czasowe, próbując po kolei specjałów z różnych stron świata. Między godziną 20:00 a 24:00 czasu polskiego Sylwester obchodzony jest wielokrotnie w różnych częściach globu, a po północy nadejście nowego roku świętuje jeszcze więcej krajów. Dlaczego zatem nie odwiedzić ich po kolei i zobaczyć co mają do zaoferowania?

 


Znowu Sylwester przy garach?
 

Impreza, którą proponuję ma charakter składkowy. Każdy z gości przynosi jeden specjał z kraju, który wcześniej wylosuje. Ważne, żeby potrawy wymagały jak najmniej przygotowań podczas ich odgrzewania i podawania. Ideałem są takie dania i przekąski, które możemy jeść palcami lub samym widelcem (łyżką). Nie wyciągajmy na te okoliczność wszystkich sreber rodowych, widelców do ryb, łyżeczek do kawioru, nożyków do masła. Im mniej talerzy i sztućców użyjemy, tym mniej czasu spędzimy na sprzątaniu oraz tym mniejsza szansa, że w ferworze tańca i jedzenia zakąsek na czas, któryś z gości zrobi sobie krzywdę naszą bezcenną srebrną zastawą. Poniżej przedstawiam sprawdzony scenariusz imprezy.

 

20:00 Tbilisi (Pora na Sylwestra)
 

Na rozgrzewkę zaczynamy od zupy z porów z orzechami włoskimi. Szeczamandi można przygotować z wielu różnych składników, na przykład szpinaku, ale wersja z porowa smakuje nam najbardziej. Zresztą, innej i tak nikt nie przygotował.

Toast za pomyślność naszą i bratniego narodu gruzińskiego znosimy gruzińskim winem. Nie wznosi go tylko Marek, który uważa, że gentelmani nie piją przed dwunastą. Pozostali goście życzą sobie gaumardżios (czyli czegoś pomiędzy Na zdrowie!,Niech żyje!) i wymieniają wzajemne uściski i całusy. Jest co wymieniać, w końcu to nasz pierwszy tej nocy nowy rok.

 


21:00 Samara (Łada, to nie wypada)
 

O dziewiątej ścieramy z podniebienia ostatnie ślady Gruzji, czekamy aż prezydent Putin zadekretuje nadejście nowego roku i rozpoczynamy świętowanie Sylwestra razem z mieszkańcami rosyjskiej Samary. Na te okoliczność Rafał, jedyny (były) posiadacz Łady Samary w naszym gronie przygotował Czeburieki, tradycyjne rosyjskie pierogi smażone z mięsnym farszem.

Tłusta, treściwa i ciężka kuchnia wschodnich sąsiadów zachęca do tego, by wspomóc nasze żołądki odrobiną ognistej wody. Pierwsze toasty (Са здоровье!) z okazji rosyjskiego nowego roku wnosi tradycyjną rosyjską wódką. Na twarzach gości nie widać jeszcze śladów zmęczenia podróżą, więc korzystając z okazji, i goniąc uciekający czas przenosimy się do Armenii.

 

 

22:00 Erywań (Armenia) –  „Kiedy człowiek sobie podje, dziwnie tkliw jest na melodie”

 

Źaden inny kraj nie zrobił tyle dla krzewienia polskiej piłki nożnej, co Armenia, która nie raz pokazała, że przyjaźń między naszymi narodami jest ważniejsza od wygranego meczu. W imię tej przyjaźni dali nam wygrać już nie jeden piłkarski mecz.

Boy Źeleński słusznie pisał, że „Kiedy człowiek sobie podje, Dziwnie tkliw jest na melodie”. My postanowiliśmy uczcić naród armeński tradycyjnymi frykadelkami megryńskimi, zajadanymi w rytm równie tradycyjnego Armeńskiego disco. Do klopsików przygrywają nam Hayko Ghevondyan & Armen Aloyan. Marta uparcie twierdzi, że widziała ich kiedyś na festiwalu w Opolu ale nikomu nie udaje się tego potwierdzić. Na część braci Ormian wznosi toast – Anusz!

 

 

23:00 Ateny (Grecja) – Gniew Posejdona

 

W telewizji Maryla Rodowicz kończy śpiewać o Saskiej Kępie w maju, na parkiecie w salonie kończą się wielkie Dionizje, a to znak, że ruszamy do Grecji i na stole może pojawić się kolejne danie. Tym razem padło na sałatkę z ośmiorniczek. Pobyty w Grecji nieodłącznie kojarzą mi się z żaglami, na których byliśmy w kraju Posejdona kilkukrotnie. I rzeczywiście – morze się trochę buja, a niektórzy goście mają już pierwsze objawy choroby morskiej. Na szczęście, Posejdon jest dla nas łaskawy. Zatrzymujemy się na krótką sjestę i odpoczynek dla żołądka. A żołądek, jak wiemy, najlepiej odpoczywa przy aromatycznym, lekko pikantnym i uwielbianym przez wszystkich Ouzo. Ponieważ nikt nie chce wznosić tradycyjnego toastu (Yia mas!) tym pysznym trunkiem nie pozostaje nam nic innego, jak przenieść się do następnej strefy czasowej.

 

 

24:00 Sztokholm ( Szwecja) – Godzina ciężkiej próby

 

Po krótkiej sjeście budzimy wszystkich gości. Nachodzi godzina W, godzina ciężkiej próby, czyli właściwego Sylwestra. W Polsce zostajemy tylko jedną nogą, przenosząc resztę chwiejącego się ciała do Sztokholmu.  Z okazji najważniejszego Sylwestra tego dnia w menu miał pojawić się renifer, ale niestety, nie uda się żadnego upolować. Odpalając pierwsze fajerwerki wychodzimy na dwór nie zapominając o aromatycznym gorącym gratin z łososiem, który czeka w domu. Ryba zdążyła wystygnąć przed pięćdziesiątą ósmą serią życzeń i całusów, ale zapas miłości, którą każdy z nas został obdarowany powinien wystarczyć do przyszłego roku. Buziaków, zresztą też mamy już dosyć. Zanim zdążyliśmy zasiąść ponownie do stołu odbył się jeszcze konkurs recytatorski „mistrz sylwestrowych życzeń” i wznieśliśmy Noworoczny toast po szwedzku (skĂĽl!). Niemal spóźnieni, pochłaniając łososia w ekspresowym tempie, ruszamy dalej, tym razem w cieplejsze rejony globu.

 

 

01:00 Casablanka (Maroko) – Taniec brzuchem

 

Zmarznięci i lekko zmęczeni polowaniem na czerwononosego Rudolfa świętego Mikołaja, przenosimy się do Maroka, któremu towarzyszą gorące i chrupiące krewetki z patelni, doskonale oddające smak wyświetlanej właśnie w telewizji Casablanki. Podczas, gdy Agnieszka próbuje przypomnieć sobie czy w tym filmie grał Tomasz Kammel, pozostali goście rozpoczynają konkurs tańca brzucha. Jak co roku, wygrywa go bezkonkurencyjny Damian. Choć, nie trudno dostrzec, że jego popisy to raczej taniec brzuchem. Lekko już zmęczeni ale zadowoleni wyruszamy w dalszą podróż po egzotycznych krajach.

 

 

2:00 Abidżan (Wybrzeże Kości Słoniowej) – Czujemy miętę  

 

Lądując w naszej podróży na Wybrzeżu Kości Słoniowej mieliśmy kulinarnie zwiedzić stolicę kraju, Jamusukro, lecz nikt nie potrafił wymówić jej nazwy poprawnie. Najbardziej tradycyjnym daniem z tego rejonu świata okazuje się zrobiona przez Dagmarę sałatka owocowa z melonem, mango i miętą, skropioną nieco limonkowym sokiem. Zmęczeni i trochę już zagubieni w strefach czasowych, jesteśmy przekonani, że to właśnie danie oddaje charakter Abidżanu. Nawet jeśli tak nie jest, musimy szybko wyruszać dalej, ku jeszcze bardziej egzotycznym rejonom globu.

 

 

3:00 Ponta Delgada (Azory) – Jamniki welcome to

 

Psiny nie będziemy gotować! – tym żartem rozpocząłem nasz pobyt na Azorach. Z dowcipu (przez grzeczność) śmiałem się tylko ja. Niestety, poza znajomo brzmiącą nazwą, Azory nikomu nie kojarzą się z kuchnią. Sytuację ratuje Czesiek, właściciel dwóch jamników i Chihuahua, który stwierdza, że o Azorach wie wszystko. Przez chwilę mamy wątpliwość czy Czesiek na pewno mówi o archipelagu należących do portugalskich wysp, ale jak się okazuje spędził na Sao Miguel wakacje, podczas których skosztował nieco lokalnej kuchni i upiera się, że ugotowany przez niego bigos, jest tym, co na tych wyspach jadał najczęściej. Po skonsumowaniu staropolskiego bigosu wnosi ostatni na Azorach toast. Zatem, na zdrowie, czyli saude!  P.S. Czesiek nie był w stanie podać przepisu na swój bigos, dlatego podaje recept na ulubiony bigos mojego Ojca.
 
 

4:00 Buenos Aires (Argentyna) – Bo do tanga trzeba Tomka

 

Jeżeli Argentyna to w menu pojawić się musi€Ś wołowina. A skoro wołowina, to tradycyjny stek. A jeżeli tradycyjny stek, to tylko w tradycyjny sposób, czyli z grilla. Gdy w kuchni czeka patelnia grillowa, grill elektryczny a nawet toster, pierwsi goście rozgrzani atmosferą panującą w stolicy tanga wybywają na balkon z workiem pełnym węgla drzewnego. W tym roku sezon na grilla zainaugurowaliśmy trochę wcześniej.

Gdy mięso przechodzi smakiem dymu i aromatami wydobywającymi się z rozgrzanego rusztu, Darka nachodzą wspomnienia z podstawówki i zaprasza Basię do Tanga. W konkursie tańca na gazecie zostaje zdyskwalifikowany jedynie Tomek – podejrzanie dobrze tańczy, a poza tym nikt nie może sobie przypomnieć, by był on zaproszony na tego Sylwestra. Konkurs ochoczo przerywa Ochotnicza Straż Pożarna, która gasi nam grilla. Pozostałych krajów nie udaje nam się już odwiedzić. Maryla Rodowicz kończy swój występ w TV, a my kończymy zabawę ostatnim toastem – Salud!

 


Przez żołądek do Sylwestra
 

Tym z was, którzy w Sylwestrową noc mieliby nieco więcej energii polecam odwiedzić także inne zakątki globu. Oczywiście, nasz wybór trasy podróży był całkowicie subiektywny i podyktowany kulinarnymi preferencjami i w wiele interesujących miejsc nie udało nam się dotrzeć. Jeśli lubicie kulinarne eksperymenty polecam wstąpić, na przykład do Toronto, Chicago, Calgary, Pago Pago (nie mylić z Bora Bora), lub wyspę Howland o niebagatelnej powierzchni 1,84 km˛.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję