menu

W Kuchni z paczką

3 dni pracy, 6 kucharzy, 30 kelnerów i ponad 1000 wolontariuszy, którym chcieliśmy podziękować – tak wyglądała finałowa Gala Szlachetnej Paczki 2013.

 

Wspólnie z Paczką gotowałem już w zeszłym roku. Pamiętając mnóstwo pozytywnej energii i setki ludzi zaangażowanych w bezinteresowne pomaganie stwierdziłem, że i w tym roku nie może zabraknąć mnie finale akcji. W czwartek 17 stycznia, punkt szósta, w raz z piątką kucharzy stawiliśmy w warszawskiej Stodole by zacząć przygotowania do sobotniej imprezy.

 

Darczyńcy dopisali

 

Nie zależnie od tego, czy gotuje za wynagrodzenie, czy tak jak w przypadku Szlachetnej Paczki, całkowicie charytatywnie, pracy przy tych rozmiarów gali jest zawsze bardzo dużo. Przygotowania zaczęliśmy od rozładowania ponad trzech ton jedzenia, napojów i dodatków. Dzięki uprzejmości darczyńców oraz sympatyków akcji pokaźna część tych produktów trafiła do nas za darmo. Ból pleców po 12 godzinach pracy przy rozładowywaniu i wstępnym przygotowaniu żywności uzmysłowił mi, że ludzi chcących wspomóc swoimi produktami Szlachetną Paczkę naprawdę nie brakuje.

 

Czwartkową pracę w całości poświęciliśmy wstępnemu przygotowaniu potraw. Na rozmrożenie czekało 70 kilogramów ryby, do pokrojenia 100 kilogramów kiełbasy, 100 kg ziemniaków i 120 kg kapusty.  W sumie w menu znalazło się osiem gorących dań, sałatki i dodatki na zimno. Cel był prosty – menu ma być nieskomplikowane, smaczne i efektowne.

 

              Gotowanie z głową
 

Praca przy tak dużej imprezie wymaga nie tylko dobrania odpowiedniego menu i ugotowania potraw w dużej ilości. By zdążyć na czas z wydaniem posiłków, musimy odpowiednio zaplanować pracę. Wiele dodatków czy potraw przygotowuje się taśmowo – nabijamy na raz dodatki na 3 szaszłyki, roladki śląskie zwijamy z dużych płatów i kroimy po upieczeniu, warzywa i dodatki przygotować należy z odpowiednim wyprzedzeniem. Czas zaoszczędzić można nawet na doprawianiu potraw – najczęściej mieszamy sól i pieprz by za każdym razem nie sięgać po nie osobno.

 

Nawet mimo tak wprawnego tempa taśmowa praca może znużyć. Gdy kroisz ponad 100 kg kiełbasy, nie tylko nie widzisz jej końca, ale też masz wrażenie, że ktoś na drugim końcu, robiąc ci na złość stale dorabia nowe kawałki.

 

Organizatorzy postawili na polską kuchnię regionalną – Roladki śląskie, zawiesisty forszmak lubelski, pachnący lasem żurek mazowiecki, kaszubskie fileciki rybne z cebulą w winnym occie, do tego tradycyjny, gotowany dwa dni bigos, delikatne szaszłyki z domowym sosem barbecue, sałatki, kanapki, domowy smalec, kilka rodzajów tartinek i mnóstwo zimnych napoi – a wszystko przygotować trzeba było w niespełna dwa dni, dla 1500 wolontariuszy, którzy pracowali przy akcji Szlachetna Paczka. Na szczęście, w piątek, w ostatnim dniu przygotowań pomagali nam uczniowie Zespołu Szkół Gastronomicznych.

 

W swojej dotychczasowej karierze spotkałem tylko jednego kucharza, który lubiłby robić kanapki. Niestety, nie mam o nim najlepszego zdania. Dlatego też cieszę się, że tak zwaną „zimną kuchnią” zajęli się praktykanci.

 

paczka2

Świeżaki odcedzają barszcz

 

Praktykantów, tzw. świeżaków rzadko dopuszcza się do przygotowywania gorących dań. Powód? Słyszałem opowieść o praktykantach, którzy dostali polecenie odcedzenia ogromnego garu barszczu. Młodzi kucharze barszcz, i owszem, odcedzili, zostawiając w garnku warzywa i wylewając zupę do zlewu. Oczywiście, by być sprawiedliwym, muszę w tym miejscu napisać, że moje początki, choć nie tak spektakularnie tragiczne, również nie należały do najłatwiejszych. I często tym, którzy wydawali mi polecenia zwyczajnie puszczały nerwy. Zanim świeżak zamieni się w dobrego kucharza, musi się wiele nauczyć i jeszcze więcej nasłuchać – głównie niezbyt przyjemnych słów na „k”, „g” i „ch” . Choć oczywiście, było by nadużyciem twierdzenie, że tylko praktykanci popełniają błędy.

 

Kucharz myli się tylko raz

 

W gotowaniu kilkudziesięciu kilogramów potraw czy kilkuset litrów zupy nie ma wiele miejsca na błędy. Jeśli stulitrowy gar z żurkiem wyląduje na podłodze, zupę należy gotować od nowa. Czasem, winny takiej sytuacji jest kucharz, czasem złośliwa martwa natura. Sam byłem kiedyś świadkiem sytuacji, gdy w masywnym wózku do przewożenia jedzenia urwało się koło. Wózek się przewrócił, a w raz z nim ogromny gar pomidorowego kremu, który trzeba było w ostatniej chwili gotować od nowa. Choć mało komu jest w takiej sytuacji do śmiechu, to z czasem większość tych historii zmienia się w zabawne anegdoty.

 

Ziemniaki, marchewki, pieluchy

 

Pracownicy stodoły opowiedzieli mi historię o ich wspólnym koledze z pracy, który pojechał na zakupy do jednego z dużych marketów ze szczegółową listą tego, co ma kupić. Na kartce znalazła się też pozycja „pieluchy” – każdy, kto pracuje w gastronomii wie, że tetrowe pieluchy doskonale sprawdzają się w kuchni, są chłonne, trwałe i stosunkowo nie drogie. Wspomniany kolega wrócił z paczką€Ś pampersów. Co ciekawe, zupełnie bez wahania wybrał nie tylko markę, ale i rozmiar pieluch.

paczka-3

 

Do zobaczenia za rok!

 

Nam, o dziwo, udało się uniknąć tego rodzaju wpadek. Nasza wyjątkowo zgrana ekipa, z którą pierwszy raz gotował mój młodszy brat Kacper, poradziła sobie świetnie, choć pracy było nie mało. W kuchni spędziłem ponad 30 godzin.

 

W tym miejscu chciałbym podziękować także naszym gospodarzom z klubu Stodoła, w szczególności Arturowi Augustowi, bez którego zorganizowanie całej gali było by znacznie trudniejsze. Osobne podziękowania należą się oczywiście wszystkim wolontariuszom i współtwórcom Szlachetnej Paczki. Mam nadzieje, że spotkamy się z nimi znów w styczniu 2015, by podsumować kolejny udany rok akcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję