X

Czego szukasz?

Kulinarna wyprawa do Gruzji
16 maja 2020|Podróże

Kulinarna wyprawa do Gruzji, czyli smaki Adżarii to relacja z mojej podróży do Gruzji, która odbyła się na początku marca tego roku, jeszcze przed zamknięciem granic w związku z epidemią Covid-19. Poniżej znajdziecie zapis moich wspomnień z tej podróży.

Od zawsze byłem zafascynowany kulturą i kuchnią krajów Kaukazu. W szczególności marzyłem o wyjeździe do Gruzji, jednak zawsze coś stawało mi na drodze. Nagle na horyzoncie pojawiło zaproszenie od Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej. Na kilka dni miałem stać się częścią oficjalnej delegacji Dolnego Śląska. Propozycja choć niespodziewana, była na tyle atrakcyjna, że musiałem z niej skorzystać. Potem nie żałowałem tej decyzji nawet przez sekundę, poznałem wspaniałych ludzi, niesamowitą kuchnie oraz legendarną gruzińską gościnność. Kulinarna wyprawa do Gruzji, czyli smaki Adżarii to opis mojego dwudniowego pobytu w Batumi.

Kulinarna wyprawa do Gruzji, czyli smaki Adżarii cz.1

Przygodę z Gruzją zaczęliśmy na lotnisku w Kutaisi, do którego dolecisz tanimi liniami Wizz Air z większości dużych miast polski: Katowic, Poznania, Warszawy, Wrocławia.  Już przy odprawie paszportowej poznaliśmy legendarną gruzińską gościnnośc. po przybiciu pieczątki w paszporcie, każdy z podróżujących otrzymał buteleczkę miejscowego wina.

Z lotniska busikiem ruszyliśmy w drogę do Batumi, stolicy Adżarii – autonomicznej republiki, oddalonej o 140 km. Po drodze widać było powoli zmieniającą się roślinność. Zza horyzontu wyłaniały się krzewy cytrusowe, bambusy a w pobliżu Batumi, moim oczom ukazały się herbaciane pola, o których śpiewały Filipinki. To zasługa subtropikalnego klimatu Batumi, gdzie z jednej strony wita nas Morze Czarne, a z drugiej z wzgórza Małego Kaukazu. To kraj, w którym sosny oraz buki spotykają palmy, bambusy i eukaliptusy. Zbliżając się do Batumi poczułem lekką morską bryzę. Odezwał się też żołądek, który przypomniał mi jak bardzo nie mogę doczekać pierwszego kontaktu z jedzeniem, lokalnymi składnikami i sławnym na cały świat winem.

Batumi: nie tylko Las Vegas

W Batumi pierwsze co rzuciło mi się w oczy to górujące nad panoramą miasta hotele i diabelskie młyn. Jeszcze przez przyjazdem do Gruzji spotkałem się z opiniami, że Batumi to „Las Vegas” nad morzem czarnym. Jest to osąd krzywdzący, ponieważ to miasto ma o wiele więcej do zaoferowania. Nowoczesne hotele (Hilton, Radisson, Le Meridien) z wypasionymi kasynami to wizja rozwoju miasta, którą wybrali rządzący. Trzeba jednak pamiętać, że Batumi to miasto pełne kontrastów, wielokulturowy tygiel, gdzie nowoczesne budownictwo styka się z typowymi socjalistycznymi blokami. Nasz grupa zamieszkała w dzielnicy arabskiej, nieopodal wybudowanego w 1886 roku meczetu Orta Dzhame. W samym Batumi znajdziecie kościoły katolickie, cerkwie prawosławne, ormiańskie oraz synagogę. Wszystkie obiekty sakralne warto odwiedzić lub chociaż przejść w pobliżu, żeby zwrócić uwagę na charakterystyczną architekturę.



Transport

W okresie letnim w Batumi możecie leżeć plackiem na plaży, ale dla wielbicieli aktywnego wypoczynku znajdzie się tu wiele ciekawych miejsc do odwiedzenia. Po mieście polecam poruszać piechotą, wtedy naprawdę zobaczycie najwięcej. A w bardziej oddalone miejsca dostaniecie się tzw. marszrutkami, czyli busikami, które służą za transport wewnątrz Batumi, jak i między miastami. Możesz nimi dojechać praktycznie wszędzie i kosztują naprawdę niewiele. Nie brakuje oczywiście wszechobecnych taksówek, ale skorzystałem z tej przyjemności tylko raz. Nie jestem miłośnikiem tego rodzaju transportu. Rzadko korzystam z nich w Polsce, nie inaczej było w Batumi.

Pierwsza Supra: rolowany bakłażan, ser i idealny okoń

Na pierwszą gruzińską biesiadę, czyli Suprę wybraliśmy się spacerkiem prosto z hotelu, co tylko zaostrzyło mój apetyt. Kolacja odbyła się w nadmorskiej restauracji, zaraz przy ciągnącej się wzdłuż wybrzeża promenadzie. Poza widokami, zachwycił mnie suto zastawiony stół, z resztą podczas każdej naszej gruzińskiej biesiady stół uginał się od różnorodnych, kolorowych potraw. Zaczęliśmy od zimnych przystawek, które są obowiązkowym elementem każdej Supry. Na stole królowały: pchali, czyli kolorowe pasty warzywne, najczęściej z bakłażana, buraków lub buraka ćwikłowego. A obok nich wybór lokalnych krowich i kozich serów i obowiązkowa sałatka z pomidorów, ogórków i cebuli. Zachwyciło mnie Badridżani, zrolowane plastry bakłażana z farszem orzechowym.

Potem na stole pojawiły się dania na ciepło: Mcwadi w chlebku lawasz, czyli szaszłyk wieprzowy w cienkim cieście. Szkmeruli, delikatne kawałki kurczaka w czosnkowym sosie. Nie zabrakło także idealnie przyrządzonego okonia morskiego i oczywiście tradycyjnego Chaczapuri nadziewanego lokalnym serem.

A to wszystko w otoczeniu krajobrazów nadmorskiej promenady. Ten, ciągnący się przez 10 kilometrów deptak z wyznaczoną strefą rowerową, wyśmienicie nadaje się jazdy na rolkach lub jogging. Z ciekawostek warto dodać, że w najbliższej okolicy promenady znajdziesz park i ulicę imienia Lecha i Marii Kaczyńskich.



Alkohole gruzińskie i trudna sztuka toastów

W miarę upływu biesiady, gospodarze a w szczególności Tamada wznosił kolejne toasty. Mianem Tamady najczęściej zostaje mianowany mężczyzna cieszący się szacunkiem współbiesiadników. Nadaje odpowiedni rytm Suprze, wygłasza specjalnie przygotowane i przemyślane toasty, jest kimś w rodzaju wodzireja lub mistrza ceremonii. Toasty wznoszone są oczywiście gruzińskim winem i czaczą. Czacza to bardzo mocny alkohol, porównywalny go do naszego bimbru. Destylowany jest z moszczu winogronowego i ma złoto bursztynowy kolor. W wielu gospodarstwach domowych, czrestauracjach można zauważyć specjalną aparaturę do pędzenia tego alkoholu. Proces ten w Gruzji jest całkowicie legalny. Znacznie dłużej od Czaczy w Gruzji obecne jest wino. Liczne wykopaliska archeologiczne wskazują, że winogrona uprawiano na Kaukazie już 8000 lat temu!!!



Od 2013 tradycyjna metoda wyrobu wina w specjalnych glinianych naczyniach Kvervi jest wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Najbardziej znane odmiany winorośli, z których powstają gruzińskie wina to: Saperavi, Pirosmani, Mukuzani. Alkohole zasługują pewnie na zupełnie osobny wpis, ponieważ jednak nie jestem ich miłośnikiem ograniczę się tylko do lakonicznego opisu.



Deliria, czyli nocne Batumi

Po wspaniałej biesiadzie udaliśmy się na nocne zwiedzanie Batumi. Mimo dużej ilości jedzenia czułem się świetnie, lekko i naładowany pozytywną energią. Nocny wypad zakończyliśmy w onirycznym klubie Deliria mieszczącym się w starym jednorodzinnym domu. Na świeżym powietrzu paliło się ognisko w tle sączyła się muzyka, siedzieliśmy i rozmawialiśmy z naszymi gruzińskimi przyjaciółmi. Muszę powiedzieć, że od początku z regionem Adżarii znalazłem wspólny język a w Batumi czułem się jak w domu. To rodzaj  dziwnego duchowego połączenie, jakby część mnie należała do tego miejsca

Batumi dzień 2:

Bardzo późny powrót do domu i zmęczenie lotem sprawiło, że zaspałem na oficjalną część naszej wycieczki. Od samego rana trwały spotkania delegacji Dolnego Śląska z przedstawicielami Autonomicznej Republiki Adżarii. Zwiedzaliśmy lokalny parlament, uczestniczyliśmy w spotkaniach i panelach dyskusyjnych.

Potem udaliśmy się spacerkiem do ministerstwa Turystyki, gdzie odbyła konferencja o planach turystycznych republiki Adżarii na najbliższe lata i współpracy z regionem Dolnego Śląska. Batumi to miasto idealne dla miłośników pieszych wędrówek



Targ rybny i rybna supra

Po zakończeniu części oficjalnej przyszła kolej na punkt programu, na który od początku ostrzyłem sobie zęby. Odwiedziny lokalnego targu rybnego, zakupy i rybna supra z zakupionych produktów. Targ obfituje w różne gatunki ryb i owoców morza. Wewnątrz panowała gwarna atmosfera, kobiety sprawiały ryby, a mężczyźni dostarczają je z kutrów. Uczta odbyła się w nadmorskiej restauracji. Na stole królowały, oprócz świeżo przyrządzonych ryb świeże i kiszone warzywa, chrupiące pieczywo i pikantne pieczone ziemniaczki. Nie zabrakło oczywiście czaczy i kilku gatunków wina. Mimo ogromnego zdziwienia współbiesiadników wybrałem moją ulubioną wodę Borjomi, oraz landrynkową oranżadę o smaku lukrecji i estragonu. Do gustu przypadły mi szczególnie dwa gatunki rybek, których wcześniej nie znałem, czyli barabulka i igla. Będąc na targu rybnym w Batumi polecam ich poszukać. Smakują naprawdę świetnie.



Zanim ruszyliśmy w dalszą drogę spotkaliśmy się jeszcze z polską trzypokoleniową rodziną, która z Krosna przeniosła się do Batumi. Tutaj właśnie w stolicy autonomicznej republiki Adżarii postanowili ułożyć sobie życie. Porozmawialiśmy chwilę, poznałem ich plany biznesowe, zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie i ruszyliśmy do.



Park botaniczny – 110 hektarów do zwiedzania

Kolejnym punktem programu były odwiedziny parku botanicznego. Znajduje się na dość stromym zboczu w miejscu zwanym zielonym przylądkiem, który oddalony jest o 9 km od centrum Batumi w kierunku Kobuleti. Ogród zajmuje około 110 ha i podzielony jest na 9 rejonów geograficznych z całego świata. Rosną tu tysiące gatunków roślin z różnych stref klimatycznych. Aby zwiedzić cały ogród potrzeba całego dnia. W przyspieszonym trybie wystarczyć powinno 3-4 godziny. Po terenie można poruszać się zarówno pieszo, jak i elektrycznymi meleksami.

Adżarskie chaczapuri własnego wyrobu

Wieczorem udaliśmy się na naszą ostatnią suprę w Batumi. Cieszę się niezwykle, że trafiliśmy do tego właśnie miejsca, ponieważ tam nauczyłem się robić Chaczapuri po adżarsku. Jest to lokalna odmiana w kształcie łódki, z serem i płynnym żółtkiem. Każdy region ma swoją odmianę tego popularnego placka Szybkie warsztaty odbyły się przy starym piecu opalanym węglem a chaczapuri po adżarsku wyszło nam obłędnie. Mam nadzieję, że niedługo przygotuje ten przepis na bloga 🙂



Lokalny targ i zakupy na ostatnią chwilę

Następnego dnia przyszło nam pożegnać się z Batumi. Zanim jednak wyruszyliśmy na wschód do ośrodka narciarskiego Goderzi, musiałem odwiedzić lokalny targ. Po pierwsze, zobligowany rodzinną tradycją chciałem przywieźć całej rodzinie chociażby po małym upominku. Najczęściej kupujemy sobie po czymś drobnym, charakterystycznym dla danego regionu. Najlepszym wyborem jest: woreczek przypraw, buteleczka dobrej oliwy lub coś słodkiego. Po drugie wizyta na lokalnym targu to obowiązkowy punkt każdego moje wyjazdu. Tam nawiązuje najlepszy kontakt z miejscowymi, krążę, smakuje i wącham.



Targ znajduje się niedaleko towarowego dworca kolejowego, może w niezbyt urodziwej okolicy, ale wnętrze robi wrażenie. Wewnątrz spędziłem godzinę, ale czułem, że mogło to być dwa razy więcej. Handlarze chętnie opowiadają o produktach, które moją do zaoferowania. Częstują jeżeli nie jesteś zdecydowany, jeżeli czegoś zabraknie, pokazują gdzie można brakujący towar dostać. W części niezadaszonej można zakupić tytoń, artykuły gospodarstwa domowego, przyprawy i alkohol. Zadaszona część podzielona jest na dwie części: mięsną i warzywną. Tą pierwszą zajmują się przeważnie mężczyźni. Warzywa natomiast są głównie domeną kobiet, czasami też starszych panów.

Gdybym był dłużej w Batumi, obkupiłbym się w warzywa i owoce, które są nieporównywalnie lepszej jakości niż w Polsce. Zachwycają świeżym, autentycznym wyglądem chociaż nie posiadają żadnych ekologicznych certyfikatów. Na prezenty wybrałem różne przyprawy: sól swańską, chmeli suneli, szafran imertyński. Z ciekawości zakupiłem również kawę i osławioną przez Filipinki czarną herbatę. Przemiła sprzedawczyni w podzięce za spore zakupy podarowała mi również butelkę domowego wina. W hali dokupiłem 3 rodzaje czurczelli, czyli orzechów zatopionych w skoncentrowanym soku winogronowym, melasę z granatu oraz pęczek rzodkiewek i kilka ogórków. Opuszczałem targ biegiem ponieważ pod hotelem czekał na nas transport, który miał zabrać nas dalej na wschód przez miejscowość Khulo do ośrodka narciarskiego Goderzi. Tam mieliśmy spędzić dwa kolejne dni.

Więź, którą trudno wytłumaczyć słowami

Z Batumi wyjeżdżałem z postanowieniem, że jeszcze do tego miasta wrócę z Bogusią i dzieciakami. Zobaczę te atrakcje, na które przy pierwszym podejściu zabrakło czasu: kolejkę z której widok rozpościera się na całe Batumi i okolice, wieżę Alfabet, delfinarium, fortecę Gonio. Jak widać stolica Adżarii nie jest miastem jednowymiarowym, każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Ja z Batumi poczułem magiczną więź, którą trudno jest wytłumaczyć słowami.

Jeżeli spodobała się Tobie moja kulinarna wyprawa do Gruzji, —>TUTAJ<— znajdziesz drugą część

Udostępnij!

Sprawdź również
18 listopada 2016|Kulinaria

Noc z amerykańskim snem

Noc z amerykańskim snem 100% Americana   Tradycja kulinarna w różnych państwach wypracowała przepisy na szybkie dania sprzedawane przeważnie na..

Przejdź do wpisu
18 listopada 2016|Kulinaria

ABC grzybiarza, czyli jak nie dać się wpuścić w maliny

ABC grzybiarza, czyli jak nie dać się wpuścić w maliny Jesienne zatrzęsienie   Jesień to pora roku którą często kojarzymy..

Przejdź do wpisu
18 listopada 2016|Kulinaria

Nalewka jak dobra brandy

Nalewka jak dobra brandy W centrum dowodzenia Schyłek jesieni i pierwsze tygodnie zimy to w naszym kraju początek sezonu nalewkowego…

Przejdź do wpisu