menu

Kociołkowe gotowanie na wolnym ogniu

Długi czerwcowy weekend był dla mnie idealną okazją do spotkania przy ognisku z przyjaciółmi i rodziną. Na palenisku stanął pewien bardzo zasłużony kociołek, a w środku zabulgotała aromatyczna zupa rybna€Ś
Magia ognia

 

Jest coś magicznego z w płonącym ogniu. Może dlatego, że przywodzi na myśl tradycyjną kuchnię, może dlatego, że potrawy przyrządzane z jego pomocą smakują zupełnie inaczej, a może dlatego, że skutecznie odstrasza wilki i komary – trudno powiedzieć. Niemniej, każdy, kto choć raz biwakował przy ognisku zna to uczucie. Rozpalony ogień doskonale integruje, zapewnia ciepło i sporo rozrywki, szczególnie gdy trzeba wystrugać kije do pieczenia kiełbasy. Frajda zaczyna się już w momencie rozpalania ognia.


Polityka, piłka nożna i ogień

 

Polska to kraj, w którym każdy zna się na piłce nożnej, polityce i rozpalaniu ognia. Postronny obserwator może poznać temat rozmowy po ilości rzucanych przekleństw. Jeśli jest ich stosunkowo niewiele a rzecz dzieje się dworze, to przeważnie mamy do czynienia z rozpalaniem grilla lub ogniska.
Płonące ognisko działa na ludzi trochę jak nowo kupiony samochód – wokoło zbiera się krąg fachowców, którzy dyskutują nad tym, co należy poprawić, zrobić inaczej, dlaczego zrobiliby to lepiej oraz czego brakuje – więcej drewna, mniej gazet, płomień nie taki, podpałka mokra, podmuchać trzeba – przy ognisku każdy jest wysokiej klasy specjalistą od ognia. W ciągu pięciu minut od pojawienia się płomieni, wokół paleniska ustawiają się przeważnie dwie najlepiej widoczne grupy ludzi – specjaliści od ognia i postronni, głodni obserwatorzy. Wkrótce obok gotującej się w tajemniczym kociołku Halaszle pojawili się oprócz rodziny i znajomych także sąsiedzi.

 

Zmieniając nieco tradycyjną recepturę, postanowiłem przygotować tą węgierską zupę rybną z użyciem jesiotra i dodatkiem krewet. Oczywiście, nie musicie przygotowywać jej specjalnie z jesiotrem. Ja wybrałem tą rybę, ponieważ spory jej kawałek przeznaczyłem do wędzenia dzień wcześniej. Porcja, która nie trafiła do wędzarki, rzecz jasna nie mogła się zmarnować – stąd ten niecodzienny wybór.
Dodatek owoców morza oburzy kulinarnych purystów, nie mniej każdy, kto zdecyduje się przygotować tą potrawę wedle zaproponowanego przeze mnie przepisu zrozumie skąd ta modyfikacja.

 

Prezent z tradycjami

 

W rodzinie do przygotowywania dań jednogarnkowych na świeżym powietrzu służy nam od lat kociołek podarowany ojcu przez księdza Mariana Midurę, polskiego misjonarza, duszpasterza kierowców i członek MIVA (z niem. Missions-Vekehrs-Arbeitsgemeintschaft czyli Stowarzyszenie/Organizacja na rzecz misyjnych środków transportu). Tato aktywnie wspierał akcje organizowane przez księdza Mariana, gotując na organizowanych przez niego imprezach.
W tym afrykańskim kociołku Burowie, ludność obecnego RPA, przygotowuje tradycyjne właśnie „jednogarnkowe” potrawy. Zapewne, gdyby burscy obrońcy tradycji kulinarnej mocno by się zdziwili wiedząc jakie dania przygotowywała w ich tradycyjnym kociołku nasza rodzina. Przeważnie padało na zupełnie nie afrykańskiego Boeuf Strogonowa lub prostą potrawę na bazie cebuli, papryk i mielonki. Tą ostatnią do perfekcji doprowadzili moi rodzice podczas wczasów w Bułgarii jeszcze w latach poprzedniego ustroju.

 

Prezent od księdza Mariana towarzyszył naszej rodzinie w wielu wspólnych gotowaniach. Pierwszą potrawę w nim ugotowałem wiele lat temu, gdy jeszcze budowaliśmy dom w Izabelinie i była to prosta zupa jarzynowa. Później, przyrządzałem w nim nie raz zupy: szczawiową, grzybową a nawet pokrzywową. Prawdziwym wirtuozem dań kociołkowych był oczywiście mój ojciec, który wszelkie zupy i gulasze w nim robione doprowadził do perfekcji.
Kociołek Panoramiksa

 

W podobnym do naszego, tylko nieco większym kociołku, druid Panoramiks z bajki o Asteriksie i Obeliksie przygotowywał magiczny napój dla swoich dzielnych wąsiastych towarzyszy. Napój ten, składający się z dziwacznych ziół i przypraw, dawał im nadludzką siłę, niezbędną do walki z Rzymianami. Mój tata, co prawda nie był specjalistą od ziół psychoaktywnych, więc jego magiczne zupy nigdy nie dodawały specjalnych zdolności, ale nie jedna z nich pomogła pobić osobliwy rekord Polski na największą zupę. W ramach Towarzystwa Kontroli Rekordów Niecodziennych tato gotował kilka właśnie takich „mistrzowskich” jednogarnkowych potraw, niestety nigdy nie udało nam się stworzyć kategorii najsmaczniejszej polskiej zupy.

Lektyka wagi ciężkiej

Towarzystwo Kontroli Rekordów Niecodziennych jest stowarzyszeniem zajmującym się monitorowaniem bicia oraz biciem nierzadko przedziwnych rekordów. Strona stowarzyszenia odnotowuje ich ponad 700. Autor rekordu pobitego podczas imprez TKRN był w nagrodę noszony publicznie w lektyce. Wśród odnotowanych wyczynów stowarzyszenie wymienia: rekordową kanapkę ze smalcem, najwyższą polkę, rekordowe narodziny koźląt oraz największy w Polsce biust. Posiadaczka tego ostatniego, piosenkarka Daniela Zabłocka, trafiła właśnie do wspomnianej lektyki.
Niestety, mówiąc dość oględnie, pani Daniela jest dokładnym przeciwieństwem rachitycznej, krępej hollywoodzkiej modelki. Zatroskana tym, że panom, którzy mają ją nieść przyjdzie zmierzyć się z niemałym ciężarem zapytała, czy dadzą sobie radę. Panowie odrzekli: – niech pani nic nie mówi, tydzień temu nieśliśmy Kuronia.

 

Śnieżny bigos

 

Gotowanie w żeliwnym kociołku ma jedną ogromną zaletę – potrawy długo utrzymują ciepło i długo się nagrzewają. Dzięki czemu, przygotowane jedzenie można zostawić w zacienionym, chłodnym miejscu i odgrzać na drugi dzień bez obawy, że utraci ono swoją świeżość. Wielokrotnie stosowałem ten patent podczas biwakowych wyjazdów do Parwółki. W tej niewielkiej wsi moja rodzina posiada działkę wyposażona jedynie w „piękne okoliczności przyrody” – słowem, brak na niej prądu, bieżącej wody czy gazu, więc nie rzadko jedzenie przygotowujemy na ogniu z użyciem opisanego kociołka. Po skończonym posiłku kociołek wystarczy zakopać w ziemi lub zostawić w pod zacienionym, chłodnym krzakiem. Na drugi dzień jedzenie należy tylko ponownie podgrzać.
Podobnie konserwowaliśmy także bigos podczas świątecznego wyjazdu do Austrii. W trosce o świeżość potrawy mój wujek zakopał ją w śniegu. Niestety, warstwa białego puchu, która spadła w nocy przykryła wszystko – ulice, samochody, chodniki i oczywiście nasz kociołek. Przekopywanie metrowych hałd śniegu przypominało szukanie igły w stogu siana, z tą tylko różnicą, że siana nie trzeba przerzucać łopatą.

 

Nie tylko do zup

 

Gotując potrawy w kociołku takim jak opisany po wyżej nie musicie oczywiście ograniczać się tylko do zup. Ja wybrałem kilka moich ulubionych potraw, które możecie sami wypróbować. Przepisy na nie zebrałem pod linkiem poniżej. Zachęcam was także do eksperymentowania. W kociołkach doskonale udają się także gulasze, zapiekanki czy potrawki. Jeśli macie swoje ulubione przepisy na jednogarnkowe potrawy do przyrządzenia na ogniu napiszcie je w komentarzach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję