menu

Ostatnia chwila na grilla

 Czas na grilla

Nie tak dawno, na blogu poruszałem temat kociołkowych dań z ogniska. Do tej pory jednak na Kuroń.com.pl nie pojawił się żaden artykuł na tema grilla. Okazją do napisania paru słów na temat dań z rusztu okazały się osiemnaste urodziny mojej siostry Grażyny (nazywanej, tak samo jak moja babcia, Gają). Z uwagi na liczbę gości oraz panujący na zewnątrz upał zdecydowaliśmy się na stosunkowo proste, grillowane potrawy i kilka zimnych przekąsek.

Jako kochający starszy brat postanowiłem nieco włączyć się w przygotowania i zająć się grillem oraz zimnymi przekąskami.

 
Kolorowo i do syta

Jak na każdej imprezie w naszej rodzinie, także i tym razem nie mogło zabraknąć dobrego jedzenia. 

Był domowy żurek mojej mamy, moje tortille z kurczakiem i guacamole, sajgonki z orientalnym farszem, wątróbka po żydowsku w korpusikach z kruchego ciasta, pasty: rybna oraz jajeczna (przepisu mojej mamy). Do tego kilka sałatek, na czele z naszą rodzinną sałatką grillową z młodej kapusty i ziemniaków.

Magda (koleżanka Gai) upiekła tort, dziewczyny poprzynosiły także nieco słodyczy i ciast. Wyjątkowo bogate menu idealnie pasowało do tej szczególnej okazji. W końcu, nie codziennie człowiek staje się dorosły. 

Za napoje i alkohole na imprezie odpowiadał chłopak Gai, który skończył nie tak dawno kurs barmański i wyjątkowo sprawnie potrafi wyczarować kolorowe drinki z niemal każdego rodzaju alkoholu. Choć nie jestem szczególnym miłośnikiem drinków, muszę przyznać, że kolorowe koktajle nawet na mnie zrobiły wrażenie.

 grill-2
Magda przygotowuje szaszłyk
 

Zamiast półlitrówki i rolmopsów

Wbrew powszechnemu przekonaniu drinki nie muszą być wcale skomplikowane czy drogie. Większość najpopularniejszych koktajli można stworzyć z dwóch lub trzech składników np. mieszając dowolny alkohol z sokiem. Jeśli impreza ma składkowy charakter, warto poświęcić kilka złotych na ten cel, szczególnie, że większość osób (przeważnie kobiet) nie lubi smaku czystego alkoholu – nawet jeśli jest on przegryzany najwyższej klasy rolmopsami czy ogórkami kiszonymi.

 
 
Hawaje pod Warszawą

W rodzinie kultywujemy tradycję przebieranych imprez tematycznych. Szczególne zamiłowanie do takiej zabawy mają znajomi moich rodziców, którzy co jakiś czas spotykają się przebrani za księży, gangsterów czy górników.

Niekoronowanym królem tych spotkań był jeden z kolegów mamy, który temat „lekarze i pacjenci” potraktował do tego stopnia poważnie, że obandażował się od czubka głowy po stopy, wpychając sobie pod bandaże kupione podroby – serce, płucka, nereczki itp. Gdy zmęczony imprezą opadł na kanapę do ukrytych pod bandażami narządów dorwał się pies gospodarzy szarpiąc smakowite podroby niczym sęp wątrobę mitologicznego Prometeusza.

 

Impreza urodzinowa Gai miała na szczęście, znacznie mniej makabryczny temat. Motywem przewodnim wybrane zostały, już zresztą po raz kolejny, Hawaje – były więc hawajskie kwieciste koszule, wieńce z kwiatów, lampiony i kwiatowe girlandy. Do tego hawajska muzyka. Nie zabrało też plaży z palmą – co prawda dmuchaną, ale za to wyjątkowej urody.

Jak na Hawaje przystało, impreza w dużej części odbyła się na dworze, wśród unoszących się z grilla aromatów piekącego się mięsa i przypraw.

 
Dym – dodatkowa przyprawa

Ogromną zaletą grillowych potraw jest możliwość przygotowania ich w dymie ze świeżo palonego węgla. Potrawy przygotowane na grillu przechodzą aromatem dymu i żaru. Wysoka temperatura sprawia, że mięso zamarynowane wcześniej w miodzie czy słodkiej marynacie delikatnie się karmelizuje, a na jego powierzchni pojawia się chrupiąca aromatyczna skórka. Efektu tego nie osiągniemy nigdy ani w piekarniku, ani przy użyciu grilla elektrycznego czy grillowej patelni. Dlatego też, śmiało można uznać dym za dodatkową przyprawę.

Do rozpalania grilla nie używam nigdy brykietu, choć jest bardziej wydajny. Znacznie bardziej odpowiada mi naturalny aromat prawdziwego węgla drzewnego. Zamiast rozpałki wykorzystuje połamane gałęzie szyszki i każde suche drewno, które akurat jest pod ręką. Po zapaleniu drewna czekam, aż grill dobrze się rozpali. 

 
Niezbędne minimum

Zanim zaczniecie grillować warto wyposażyć się w kilka niezbędnych rzeczy, które znacznie ułatwią wam pracę. Przede wszystkim, warto mieć pod ręką szczypce –  to absolutnie wyposażenie obowiązkowe, chyba, że chcecie przewracać mięso widelcem lub co gorsza, rękami – próbowałem raz i nie polecam. Przyda się także odpowiedniej wielkości łopatka do przerzucania delikatnych potraw, które łatwo można uszkodzić szczypcami. Przyda się także folia aluminiowa do pieczenia np. ryb i ziemniaków.

Od czasu pierwszych grillowań z ojcem używam prawie wyłącznie grilla z przykrywką. Pokrywa pozwala w łatwy sposób zdusić zbyt mocny ogień oraz pozwala zamienić nasz ruszt w piekarnik opalany węglem.

 

Grilla nigdy nie polewam wodą, ani piwem. Podlewając mięso wymywamy z niego niepotrzebnie aromaty i soki, a rozmokły popiół pod rożnem tworzy nieprzyjemne błoto i jednocześnie mięso traci ten specyficzny, węglowy posmak. Wiele osób skrapia na przykład karkówkę piwem, argumentując, że poprawia to jej smak. Jeśli macie ochotę na karkówkę z takim dodatkiem polecam namoczyć mięso wcześniej w marynacie z dodatkiem piwa, zamiast wylewać je bezpośrednio na ruszt.

 
Marynaty z przepisu taty

Na imprezowego grilla postanowiłem przygotować kilka tradycyjnych dań w nowych odsłonach – sziszkebaby (kotleciki z mielonego mięsa nadziewane na patyczki szaszłykowe) z dodatkiem ostrej papryki i orientalnych przypraw, przygotowanego na sposób azjatycki łososia, słodko-ostrego kurczaka z dużą ilością aromatycznego curry, karkówkę w wersji orientalnej oraz szaszłyki (warzywne i mięsne).

Przygotowując karkówkę czy szaszłyki przeważnie korzystam z marynaty, którą robię odpowiednio wcześniej, tak by zamarynować mięso nawet na 24 godziny przed grillowaniem. To wystarczająca ilość czasu na to, by karkówka czy polędwiczka przeszły smakiem przypraw i dodatków. Tak też zrobiłem i tym razem, odstawiając zamarynowane do lodówki na dzień przed imprezą.

W naszym rodzinnym domu mistrzem marynat był mój tato, od którego, nie ukrywam zaczerpnąłem wiele smaków i inspiracji. Od taty nauczyłem się marynować mięso z użyciem sosu sojowego, oleju sezamowgo, sosu ostrygowego, czy innych azjatyckich przypraw.

Lubię szczególnie orientalne smaki, gdzie często ostrość i wyrazisty smak chilli, pieprzu czy imbiru przełamana jest słodyczą sosu teriyaki czy czystego miodu, więc dość często stosuję je w moich marynatach. Równie często do marynowania stosuję czosnek, którego w naszej rodzinie używamy od pokoleń z zamiłowaniem. Przyprawa ta traci swój intensywny aromat w trakcie obróbki na rożnie, więc idealnie nadaje się do grillowania.

 
 grill-3
 
Joanna z Kubą przy pracy
 

Mięso na grubość kciuka

Wiele osób rozklepuje kotlety czy steki przed położeniem je na grilla. Ja natomiast wybieram stosunkowo grube kawałki mięsa, których nie rozbijam. Wysoka temperatura rusztu, stosowanie przykrywki i odpowiedni czas pieczenia sprawiają nie tylko, że mięso zachowuje sprężystość i soczysty smak, ale także jest odpowiednio wypieczone i ścięte. Nie musicie obawiać się, więc, że będzie surowe. Dobrej wielkości mięso powinno mieć grubość kciuka.

 
Rybka lubi grilla

Na grillu nie mogło oczywiście zabraknąć ryby. Na nasz ruszt trafił łosoś doprawiony odrobiną chilli, imbiru, oliwy i trawy cytrynowej. Delikatnie cytrusowy aromat tej ostatniej współgra z rybą równie dobrze, co wybierana najczęściej cytryna. Mięso ryby jest dość delikatne i podczas pieczenie na grillu może się lekko rozpadać. Dlatego ryb nie kładziemy bezpośrednio na rożen. Przed położeniem ich na ruszt możemy albo zawinąć je w folię aluminiową (kładąc rybę na matowej stronie albo użyć specjalnego rusztu do ryb – to niewielki koszyk o łezkowatym kształcie.

grill-4

Przy grillu

Pokoleniowa zmiana warty

Grill rozpaliliśmy na półgodziny przed położeniem pierwszej partii mięsa. Ponieważ goście schodzili się stopniowo, mięso i warzywa smażyliśmy w sumie w kilku turach, dzięki czemu zgłodniali goście nie musieli długo czekać na wydanie kolejnych porcji, a to ogromna zaleta imprez grillowych. Podobnie jak to, że przy grillu nie trzeba stać przez cały czas, a nawet jeśli się od niego odejdzie, to szybko nasze miejsce przy ruszcie zajmie najbardziej wyrywny z gości. W końcu na rozpalaniu ognia znają się w Polsce wszyscy, a każdy uważa, że robi to najlepiej.

 

Ogień na grillu dogasł długo po tym jak ja opuściłem imprezę. Mając małą córkę mogę pozwolić sobie na znacznie mniejszą dozę szaleństwa niż jeszcze kilka lat temu. Zanim zabawa na dobre się rozkręciła, z córką i narzeczoną opuściliśmy moją siostrę i jej znajomych. Podobno ominęło mnie całkiem sporo. Między innymi interwencja policji, po której wnoszę, że impreza była naprawdę udana.

 

Siedząc na naszym rodzinnym tarasie obserwowałem, więc coś w rodzaju pokoleniowej zmiany warty. Pamiętam, jak przed laty mój tato spotykał się przy tym samym grillu ze swoimi znajomymi. Gdy ja i mój brat Jasiek dorośliśmy, zaczęliśmy urządzać imprezy w tym samym miejscu. Dziś stanowisko to przejmuje Gaja i mój młodszy brat Kacper. Mam nadzieję, że przejmą oni także rodzinną tradycję grillowania.

grill-5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. akceptuję